Wesele będę mieć - i cieszę się jak dziecko, bo spotkam prawie wszystkich przyjaciół ze starej paczki, znów na jednej imprezie. Ach, co to kiedyś były za czasy... Ach, ach...
Do rzeczy.
Kiecka kiecką, już nie te lata na lans w salonach, ale - buty mi się umyślały fajne jakieś. Nic to, że znając siebie, skończę na bosaka, bo tańczyć lubię jak koń owies, hehe... :)
Wzięłam i kupiłam. Wylatałam wcześniej pół miasta, bo jeśli chodzi o buty, dogodzić sobie (mi w sensie) graniczy z cudem. Kupiłam (niepotrzebnie latałam, z ogonem rodzinnym za mną - bo i tak wróciłam po te pierwsze, które mnie urzekły).
Kieckę kurier przywiózł dziś. Bingo! Kiecka przeszła moje oczekiwania, i okazuje się zupełnie przypadkowo, idealnie pasuje do sandałków.
Cyk! zdjęcie. I mamie podsyłam.
Mama oddzwania.
- Coś Ty mi dupę w stringach wysłała???!!!????
- yyyyy????? ...
- No patrzę, bo buty miały być, a tu dupa z paskiem w środku!
Se myślę, o kurza twarz, pomyliłam zdjęcia???? yyyy, zaraz zaraz, przecież ja nie mam zdjęcia dupy w stringach!! Więc walę twardo: Buty ci wysłałam!!
- Aaaa..... no tak, to pięta jest.... nie pokazało się całe, tylko kawałek... już otwieram... no ładne ładne...
....
nie słuchałam. dochodziłam do siebie po zawale.... ;)
A oto i rzeczone:

No trzeba mieć fantazję, nie? Moja krew!