Za górą, nie za rzeką, bardziej blisko niż daleko - mieszkała sobie Dziewczyna. Kiedy się urodziła, Tato wziął ją na ręce, popatrzył na nią i rzekł:
- Jeszcze Cię nie znam, dziecko, ale już wiem, że będziesz moim oczkiem w głowie. Będę cię kochał, kupię konika bujanego, i będę chronił przed całym światem, jakbyś miała serce z puchu.
I nie wiedząc sam, co czyni, tym miłosnym ojcowskim wyznaniem, rzucił na nią czar. Czar potężny, bo przypieczętowany łzą wzruszenia.
Rosła więc dziewczyna, miała konika bujanego, lizaki - i wszystkie te rzeczy, które dane są kochanym przez rodziców dzieciom. Była nad wyraz bystra, miała w sobie jakąś godność, myloną często w dumą. Biegała z chłopcami po drzewach, trzepakach, a kiedy któryś szturchnął ją zbyt mocno lub gdy zwyczajnie otarła kolano, Tato zawsze był na posterunku, by obronić i pocieszyć. Nie pamiętał już o tym dniu, kiedy pierwszy raz ją zobaczył, ani o słowach, jakie do niej wówczas wypowiedział. Kochał ją nad życie, i im bardziej dorosła się stawała, tym bardziej chciał, by została jego małą dziewczynką z otartym kolanem.
Tymczasem Dziewczyna, przeżywszy kilkanaście wiosen, posmakowała pierwszych miłości, pierwszych niewinnych pieszczot. Zaczęła podejmować pierwsze samodzielne decyzje. Nic nie wskazywało na to, że zaklęcie było skuteczne. I pewnie było by tak dalej, gdyby nie fakt, że Dziewczyna zaczęła marzyć.
Wśród książek, spotkań, przyjaciół, coraz częściej pojawiała się myśl: "Jak to będzie, kiedy wreszcie pokocham naprawdę?". Wymyślała tysiące scenariuszy, ubierała swój ideał w konkretne twarze, charaktery, dopasowywała je do rzeczywistości, ciągle porównując. Nietrudno się domyśleć, że rzeczywistość przy marzeniach wypadała dosyć blado... Wtedy w serce dziewczyny zaczął się sączyć strach. Strach przed samotnością. Bo co, jeśli nie ma? Co jeśli na tym świecie nie istnieje nikt, kto idealnie wpasowałby się w jej oczekiwania?
Strach nie jest dobrym doradcą. W strachu człowiek nie myśli rozsądnie, a kiedy prowadzi on do paniki, podejmujemy często bardzo złe decyzje.
Dziewczyna nie wiedziała nic o swym zaklętym sercu. Właściwie nikt o tym nie wiedział. I przez to nikt nie umiał jej pomóc, nawet Tato.
Wśród kawalerów wybrała tego, który - jak jej się wydawało - miał najwięcej cech bliskich ideałowi. Łudziła się też, że resztę wypracuje sama tak, by spełnił jej oczekiwania. Starała się unikać wzroku kogoś, kto patrzył na nią z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć "Czego nie mam? Dlaczego nie ja?"... Swój strach pokryła dumą, a nawet gniewem - kiedy próbowano jej wytłumaczyć, że decyzje o ślubie są poważne i powinny być podejmowane rozważnie, musi ich być pewna. Nie była.
Minęło dziesięć lat. Lat słodko - gorzkich. Dziewczyna stała się Kobietą - a Kobieta nie wierzyła już ani w miłość, ani w marzenia. Świat wydawał jej się niesprawiedliwy. Nie było Taty, który mógłby opatrzyć jej duszę, jak kiedyś kolano. Uśmiechała się więc w dzień, by płakać w nocy. Przeklinając swoje własne nieudane serce, które na przekór rozumowi kołatało w piersi żebrząc o uczucie.
Była znów sama, i jeszcze bardziej zagubiona, niż kiedyś. Cierpienie pokryła dumą, niedostępnością, która odpychała każdego, kto chciał się do niej zbliżyć. Co jest nie tak z moim sercem? myślała. Czy nie zasługuję na miłość? Nawet jeśli w nią nie wierzę... - dodawała szybko w duchu, jakby chciała przekonać do tej niewiary nie tylko cały świat, ale przede wszystkim siebie.
Nawet, kiedy zaczynało jej zależeć na drugim człowieku, wmawiała sobie, że to nic nie znaczy. Mało kto wytrzymywał taką próbę. Więc nasza bohaterka, choć miała serce z puchu, była ciągle samotna. Nauczyła się ukrywać swój ból. Oblepiła serce murem, by nikt nie mógł nieopatrznie dmuchnąć i zamienić je w nicość. I wydawać by się mogło, że już nic się nigdy dla niej nie zmieni.
Na szczęście jednak jest tak, że oczy mówią o dnie duszy, kiedy im się dobrze przyjrzeć. Trzeba cierpliwości, żeby skruszyć mur. Wielkiej cierpliwości, i wyczucia. Nie każdy potrafi to zrobić, jak też nie każdy może dostrzec w oczach duszę. Ale są jeszcze na tym świecie tacy ludzie - jak to w bajkach bywa. Stanowczy, ale nie nieugięci. Delikatni, ale nie przewrażliwieni. Tylko ktoś taki potrafiłby odwrócić czar. Nagroda zaś jest wielka. Zamknąć w dłoniach serce z puchu. Zobaczyć uśmiech. I pokochać.