Spotkasz mnie
na peronie pierwszym
i trzy czwarte
między
wskazówkami zegara
skradzionego
codzienności.
W równoległej
czasoprzestrzeni
zobaczę usta i oczy
a gdy pociąg mój
odjedzie ze stacji
- i będę nadal
jak ty będziesz -
przytulę Ciebie
by wybuchło
życie
między nami
jak krew uwolniona
z aorty.
Wzrok z ciałem się zmiesza,
słowo z oddechem...
Tak stać będziemy
w sobie, dla siebie -
aż zegar wybije
dwunastą.
Wyszepczesz: zostaniesz?
A ja pantofle
ci w dłonie włożę
obydwa.
Zaglądasz mi w oczy.
Pytasz
- Jutro?
Zamyka się zaklęty krąg.
Odpowiadam
- Już po dwunastej.
Dzisiaj.