czwartek, 3 maja 2012

Bajka o nadziei

- Życie jest do dupy, wiesz?
- Opowiedzieć Ci bajkę?
- Opowiedz.
- Dawno, dawno temu...
- Nie. Nie chcę takiej bajki. Opowiedz mi bajkę o nadziei.
- Wiesz, że o to akurat będzie trudno?
- Wiem. Tymbardziej. Opowiedz mi bajkę o nadziei.
- Dobrze. Była sobie raz dziewczyna, a na imię miała Nadzieja...
- Oszukujesz! Jestem śpiąca, zła, zmęczona. Już dawno nie opowiadałaś mi bajki. Nie oszukuj!
- Ech... Bajka o nadziei...?
- Tylko krótka. Treściwa. Jutro obydwie musimy wstać do pracy. Dziś, właściwie...
- Posłuchaj. 
W mieście, gdzieś po drugiej stronie powieki, mieszkały dwie kobiety. Różniły się wszystkim, oprócz jednego - miały połamane serca. Pierwsza z nich kochała tak bardzo, że stała się lustrem dla swego mężczyzny. W jej oczach zawsze był męski, szlachetny i prawy - posiadał wszystkie te cechy, których nie miał na co dzień. Przeglądał się więc w niej siedem miesięcy, a kiedy już uwierzyła, że jest taki jakim go widzi - zostawił ją. Siedem długich lat musiało minąć, zanim z kawałków szkła ułożyła siebie na nowo. A i tak stała się tylko formą kobiety, którą była kiedyś. 
- Drań.
- Tak, drań. 
- A druga?
- Druga... Druga z kobiet tak bardzo starała się zadowolić innych, że nawet nie zauważyła, kiedy jej serce skamieniało. Próby reanimacji nic nie dały. Wręcz przeciwnie, dopiero co skamieniałe serce popękało pod uciskiem przerażonych dłoni. Ze strachu, iż każda następna porażka sprawi, że pęknięty kamień zupełnie się rozpadnie, nie dopuszczała nikogo do siebie. Była twarda jak skała w dzień - i miękka jak puch nocą, kiedy nieudolnie kleiła szczeliny łzami.
- ...
  To jest bajka o nadziei?
- Tak. Pewnego dnia spotkały się. Ta druga zobaczyła odbicie swojego skamieniałego serca w tej pierwszej, która była jak potrzaskane lustro. I rozpłakały się obydwie, na tyle serdecznie, że łzy pokryły szczeliny w szkle i kamieniu. Posklejały siebie nawzajem.
- A potem?
- A potem poszły się upić. 
- I żyły długo i szczęśliwie?
- Nie, miały złe i gorsze dni. Ale były w nich razem. Potrafiły tak samo serdecznie się śmiać, jak serdecznie płakały. 
- A co z ich sercami?
- Serca mają to do siebie, że widać na nich już zawsze każdą rysę, każdą bliznę. Nawet jeśli dochodzą z czasem do względnej normy. Ale może to i lepiej? Jest nadzieja, że to je czegoś nauczy na przyszłość... A przecież to bajka o nadziei.