czwartek, 26 lipca 2012

złodziejka

"lubię deszcz - tylko on na mnie leci" - przypomniało mi się dziś zdanie wyrwane ze szkolnych czasów, jak ze starego zeszytu. Jak zwykle wywołało uśmiech. 
Zatrzymałam samochód po długim dniu na parkingu pod domem, który już mało jest domem. Wyłączyłam silnik, nie wyłączając radia. Zaczęło padać, więc tak po prostu zostałam.
Jak niewiele czasem potrzebujemy przestrzeni, żeby zatrzymać się na chwilę i odetchnąć. 
"u siebie" przyszło niespodziewanie, w takt spadających na dach kropel, przyniosło absolutny spokój.


Tak, ukradłam dziś chwilę.


Na dopełnienie telefon zaśpiewał, a kiedy odebrałam, usłyszałam głos mojej ulubionej Blondyny, narzekającej, że za kilka dni będzie musiała iść do pracy beze mnie, podczas gdy ja będę się oddawać hm... przyjemnościom. Zapowiedź owych, w połączeniu z deszczem (lecącym, przypomnijmy, prawie bezpośrednio na mnie), wywołało jeszcze szerszy uśmiech, z gatunku bezczelnie zadowolonych. Och, Blondi, przecież wiesz, że zabrałabym Cię bez mrugnięcia okiem. Prawda?