Bo ja, proszę Pana, wiersze piszę -
co jak sny zdzierają nagość ze mnie.
I żeby nie śnić nadaremnie
na świat wydaję - co we śnie słyszę.
Bo ja, proszę Pana, tańczę nocą
dniem jakby gasnę i zamieram
ze wschodem w uśmiech twarz ubieram
makijaż zmywam, gdy się gwiazdy złocą.
Bo mnie, proszę Pana, życie głaszcze
tak codziennością mnie oplata
jakbym nie była z tego świata
a miała zostać tu na zawsze.
Pan, proszę Pana, nie rozumie
że lęki me fusami z kawy,
pytają czy też los łaskawy
da nam się spotkać w ludzi tłumie.
Pan tak poważnie patrzy na mnie
Pan mówi 'no cóż - jestem draniem'...
a wzrokiem ściąga Pan ubranie
i chciałby kochać mnie Pan w wannie.
Bo ja, proszę Pana, nie wiem sama
ile w tym prozy, ile wiersza.
Wiem tylko, że gdy gwiazda pierwsza
na niebo wzejdzie - w wannie piana.