środa, 26 stycznia 2011

porankiem


a Pan mnie pyta 
"jakie to uczycie, 
kiedy zbudza się ciało 
pod pocałunkiem?'

Leniwie z nocy wychodzę, 
czekając brzasku 
- jak obiecałam.

W półśnie jakby 
słyszę 
delikatne kroki. 
A Pan skrada się w myślach 
jak wąż, 
oplatając zmysły 
od kostek ku górze,
by ust sięgnąć
rozchylonych lekko.

Śnię.

Jeszcze śnię,
a Pan patrzy na mnie
urzeczony
jawnością oczekiwania -
by w jęku delikatnym
znaleźć 
ostateczne przyzwolenie.

i Pan całuje...

głaskana słowem
w łuk się wyginam
ku Panu
ubrana w usta
i zmysły tylko.

noc dniem się staje,
rozkosz obłędem,
głód nasyceniem,
a słowo - ciałem.