a Pan mnie pyta "jakie to uczycie, kiedy zbudza się ciało pod pocałunkiem?' Leniwie z nocy wychodzę, czekając brzasku - jak obiecałam. W półśnie jakby słyszę delikatne kroki. A Pan skrada się w myślach jak wąż, oplatając zmysły od kostek ku górze, by ust sięgnąć rozchylonych lekko. Śnię. Jeszcze śnię, a Pan patrzy na mnie urzeczony jawnością oczekiwania - by w jęku delikatnym znaleźć ostateczne przyzwolenie. i Pan całuje... głaskana słowem w łuk się wyginam ku Panu ubrana w usta i zmysły tylko. noc dniem się staje, rozkosz obłędem, głód nasyceniem, a słowo - ciałem.