środa, 26 stycznia 2011

porcelanowa fantazja


Zastanawiam się jak to być może, że krzyżują się spojrzenia wśród
słów tłumu, a oczy roześmiane dalej kroczą, nieświadome nadchodzącej
tęsknoty.
(... i proza się poezją staje, choć napoczęta dopiero...)

Skąd biegnie kręta ścieżka powiązań od Twoich dłoni do mojej skóry,
która niedotknięta jeszcze, już się napina i rumieni. Od niechcenia
muskasz słowem, jak dotykają dłonie filiżanki z kawą, kiedy czytasz
poranną prasę, a w głowie masz mój uśmiech. I brzeg jej staje się
źródłem pieszczoty ust moich, gdy opuszkiem zataczasz koła, a dłoń
napiera na porcelanową kibić, wplatając palce w zakole ucha... 
Wzdycham cicho, w bezruchu, wypełniona smakiem.
Czekam, zastanawiając się - jak dalece mogą dotknąć mnie słowa?