Jutro moja Niunia skończy 2 lata.
Dziś uderzyło mnie, kiedy patrzyłam na nią rano jeszcze taką cieplutką... że kiedyś urośnie. Chyba pierwszy raz. Urośnie, będzie mieć swoje zdanie (o, już je ma!), swoje poglądy, marzenia. Będzie mieć swoją ścieżkę, i stąpać po niej z początku nieuważnie, omijać przeszkody a z nimi także możliwości. Bo przecież, jeśli nic się nie dzieje - to nic się także nie zdarza... Potem będzie młodą kobietą, oprócz uciechy z życia, będzie chciała pewnie czegoś więcej, i więcej...
Czy będę umiała iść obok? Albo chociaż stać z boku, powstrzymując wyciągające się same ręce do "nie upadnij!"?
Jaką będę matką? Za dziesięć lat, za dwadzieścia? Jaką we mnie zobaczy Kobietę? Czy będzie chciała się na mnie wesprzeć w swoim życiu, w swych własnych autonomicznych decyzjach?
Póki co, odkrywa świat.
"Mamo! Pada nieg!"
Póki co patrzę na nią i nie mogę się nie uśmiechać. Do słodyczy, i do charakterności, która już - jak najbardziej! - jest. I do chochlika w oczach, chochlika, który czaruje rzeczywistość.
Taka byłam? Czy to są rzeczy, z których powinno się wyrosnąć? Wiele mam pytań... Odpowiedzi nie dość, że nie są najprostsze - przyprawiają czasem o napad paniki, taki fizyczny, z 'telepkami', bezsennością i mrozem w kręgosłupie.
I nie wiem, kurde, nie wiem... Czy pytać się dalej?
A na Twoje Jutro - życzę Ci już dziś Córeńko... żebyś pamiętała zawsze, że można marzyć, i trzeba ku tym marzeniom biec. Że można mieć głowę w chmurach, a stopy na ziemi. Że póki żyjesz, jeszcze wszystko możesz odmienić. I żebyś zawsze miała kogoś obok siebie. :) Nie pół kroku za Tobą, nie trzy przed. Ale obok, doskonale obok - w sam raz tak, żeby czasem wyprzedzić, zajrzeć w oczy i odgadnąć, na co masz ochotę. :)