Patrzę jak szarzejąc
miasto nabiera kolorów
dniu krótszemu się kłania
rozświetlona fontanna.
Miejski zegar
wciąż spieszy
za nic ma obietnicę
cofnięcia czasu o godzinę.
Czerwień szalika
starła czerwień szminki
a pokłuty szpilkami bruk
wystukuje miarowe
'to-nic, to-nic'...
Placyk pod biblioteką
zaczarowany
w obwoźne wesołe miasteczko
i zapomnieć można przez chwilę
że lada dzień drzewa
założą sznury lamp jak pereł -
znów się skończy rok.
Z zamyślenia wyrywa
krzyk dziewcząt w karuzeli
śmiechem rozdzierający
chłód jesienny.
Czas wracać.
'to-nic, to-nic'
wtóruje obcasom
spłoszone serce.