***
Otwierasz mnie
z nieśpiesznym namaszczeniem
jak się otwiera butelkę
dobrego wina.
Po trudnym dniu, wieczorem
wypełniam kielich twych dłoni.
Do ust mnie sobie podajesz
półsłodką
półwiotką
półjawną
półsenną.
Nim zawrócę ci w głowie
zdążysz jeszcze pomyśleć trzeźwo
że to zupełnie nic nie znaczy –
zobowiązania zabierzemy z pościeli
razem z szarpanym oddechem
niepewnego jutra.