niedziela, 20 listopada 2011

***

Otwierasz mnie 

z nieśpiesznym namaszczeniem

jak się otwiera butelkę

dobrego wina.

Po trudnym dniu, wieczorem

wypełniam kielich twych dłoni.

Do ust mnie sobie podajesz

półsłodką

półwiotką

półjawną

półsenną.

Nim zawrócę ci w głowie

zdążysz jeszcze pomyśleć trzeźwo

że to zupełnie nic nie znaczy –

zobowiązania zabierzemy z pościeli

razem z szarpanym oddechem

niepewnego jutra.