piątek, 4 listopada 2011

tęsknota

Gościem niezapowiedzianym

bez pukania

weszła za próg

stukając obcasami o parkiet

w przyspieszonym rytmie serca

podbiegła

by chwycić mnie za gardło.

 

Nie miałam serca

pokazać jej drzwi –

w panicznym uścisku szeptała

że najbardziej boi się

bezdomności.

 

Czekając na mnie co wieczór

do idealnej konsystencji

wino rozcieńcza łzami

wzruszenie podaje na tacy

jak najlepsze smakołyki.

 

I tak trudno zapomnieć

o Panu

dopóki ona mówi

przez sen.