Milczeniem krzyczysz:
Uratuj mnie raz jeszcze!
Wyciągnij dłoń
i zerwij maskę!
A w moim lesie mech od południa,
oddech zaczynam od wydechu,
uśmiech od łez.
To nie ta bajka.
W swej naiwności
zapomnieliśmy
że kamieniami trzeba znaczyć drogę
do siebie,
nie chlebem.