niedziela, 1 lipca 2012

rien de rien

Kończą mi się perfumy. Zaczęły się wakacje. 


Jadę samochodem i grube krople atakujące szybę przypominają mi oczy dzieci, powierzonych przed godziną moim rodzicom. Dzielny starszy brat usiłujący trzymać fason i jego zupełnie rozklejona siostra.
Tydzień szybko minie... - wystukuje o dach grad. Potem jeszcze jeden, i jeszcze... A potem zabieram je nad morze. Tylko one i ja. Test na samodzielność. Próba stopnia odpowiedzialności. 


Zaczęło się lato. Muszę zmienić zapach, teraz, natychmiast, już - zanim wszystkie postanowienia wezmą w łeb. Zanim sieć skojarzeń czasoprzestrzennych oplecie mnie i pociągnie na dno.


Lanvin, Oxygene. Bo chcę znów oddychać, jak kiedyś.


Z tyłu głowy Edith, zasłyszana dziś w radio. Jedna z ulubionych piosenek mojego taty.
Bo zazwyczaj jest tak właśnie. Pomimo.