wtorek, 3 lipca 2012
nieskończony
Ta burza zdaje się nie mieć końca.
Tymczasem, pomiędzy kroplami, przemykają chyłkiem myśli o Tobie.
Pamiętasz błyskawice oglądane przez okno na strychu? Grzmot – i moja dłoń w Twojej dłoni. Zawsze czekające krzesło obok przy stole, ciche przyzwolenie na moje spóźnialstwo. Muskanie dłoni przy kupowaniu warzyw. Prosta czułość. Pamiętasz jeszcze to wszystko? Ja już prawie zapomniałam. Przywykłam do „nie potrafię kochać” tak bardzo, że omal uwierzyłam, akceptując Ciebie właśnie takiego. Jak błyskawica, zostawiająca po sobie tylko echo grzmotu. Fascynująca, niedosięgła, nietrwała. Niebezpieczna.
A potem przyszła ta noc i pokazałeś mi swoje lęki. Jakbyś postawił dla mnie krzesło przy swoim stole. I choć nie usiądę, poczujesz moje dłonie na swych ramionach. Robię to od lat, kiedy śpisz. Choć też już nie potrafię kochać.
Zdajesz się nie mieć we mnie końca, jak ta burza.