Marudzić będę.
Dziecię moje starsze, lat pięć, doprowadza mnie czasem jako matkę i pedagoga wykształciucha - do czarnej rozpaczy.
Coraz częściej mam mord w oczach, ustawa ustawą, pazurami się wbijam w racjonalne myślenie, a pazury połamane jak na betonie... No wsadzą mnie za kratki, no wsadzą mnie, kwestia czasu.
Nagrody nie pomagają, kary nie robią chyba wrażenia, ileż można zakazywać oglądania bajek, zabaw autami i lego - ileż można straszyć tym strasznym okropnym ostatecznym pasem na dupie.....?
I jeszcze te oczy maślane... oczy jak spodki, okrągłe, szaro-zielone, w ostatnim stadium przerażenia "to już koniec!"... i jeszcze te łzy....
A za chwilę - to samo. I w przedszkolu codziennie to samo. I w domu to samo.
I niby wie, że nie wolno, że będą konsekwencje, a nie słucha, nie słyszy co się do niego mówi, można prosić, można grozić (tu oczy wielkie maślane i język kołkiem staje i słowa nie wydusi).
No nie mam sił.
A może ja kochać nie potrafię dobrze? Może ja jestem zbyt wymagająca? Może to przez to że nie potrafię spokojnie powtórzyć trzy razy, przy drugim jest rozdrażnienie, przy trzecim warczę, potem jest tylko gorzej (ale czemu, no czemu - nie da się coś zrobić kiedy się GRZECZNIE PROSI RAZ?!). Dobre dziecko, kochane dziecko, inteligentne -tylko takie, takie.... no sama nie wiem, jak nie moje.... Jak z innej planety. Planety "powiedz to jeszcze raz - a najlepiej zrób za mnie".
Jestem zmęczona. :(
A najbardziej mnie irytuje, że skoro nikt przez 34 lata nie naprawił mojego małża (dokładnie to samo z nim mam.... bez oczu maślanych może ) - to czego ja się spodziewam właściwie po pierworodnym, którego kocham bardziej niż siebie samą?
Jestem zmęczona, i często myślę, że jestem sama z trójką dzieci, z których jedno zarabia i to jest właściwie jedyne, co ich odróżnia.
Jestem zmęczona. Naprawdę. I nie mam pomysłu już na "lepsze". Przynajmniej nie dziś.
APDEJT 15:46
Nie mam może talentu jak moja M, ale na tyle starcza, aby łazienkę pomalować.
I od razu lepiej. A właściwie od dwóch razów.
Ręce bolą. I ramiona. I kark.
Młody podobno grzeczny był.
To może jednak nie rzucę ich w cholerę i nie ucieknę?
W końcu takiej łazienki - aż żal opuszczać!
Ech...
:)