Pani mi mówi
"Dobry Pan jesteś"
i uśmiecha się,
przyzwala.
A przecież zakradłem się
dłonią pod suknię.
Czuje Pani jej ciepło,
nieskrywaną lubieżność.
Zachęcony pochwałą
zapragnę więcej.
Przyglądając się Pani,
nie kryjąc zamiaru,
bezczelnie wejdę
przez otwarte nieroztropnie okno.
Zajrzę niestrudzonymi opuszkami
w Pani fantazje
i spełnię je wszystkie,
co do jednej.
Nie boi się Pani,
że utonie?
Nie boi się Pani,
że słowa tak niebezpieczne
mogą nagle opuścić schronienie?
Nakarmić
nie sny,
a rzeczywistość?
Boję się
owszem -
jeśli Pan mnie pyta...
Lecz pytanie to
między nami zawisło
lekko nieroztropnie,
gdy już rękę z jabłkiem
wyciągnął Pan
do mnie,
a ja karmy dla zmysłów
smakiem zachęcona
ani się obejrzałam
nadryzione było...
Patrzymy więc
sobie na usta
soczyste nagle
i miękkie,
jakby dopiero co
sie stały
ciała nasze
pod wzrokiem, dotykiem -
jakby dopiero
się ziemia stawała
i gwiazdy.
O co Pan chce pytać
teraz
kiedy świat się dzieje?