na parapecie kos
narzeka na swój los
że wiosna, śpiewa w głos
ten kos...
a zza firanki ja
zerknęłam razy dwa
w duecie lalala
w półgłos...
leć kosie
po rosie
nad polem
ze znojem
nieś śpiewem
nad drzewem
tęsknoty nić...
niech chwyta
banita
daleko
za rzeką
w swe dłonie
zmęczone
by do mnie przyjść.