uczymy się ciągle
od liści upadania
niezależności od kukułki
i wierności od słonia
słońce naszym mistrzem
od rozstań i powrotów
niskie poczucie wartości
ukrywamy w wysokich obcasach
małe ego
wkładamy za kierownicę
dużego samochodu
kiedy nikt nie patrzy
z bezgranicznym żalem
podglądamy zza uchylonych drzwi
parę staruszków
kruchych jak opłatki
całujących się po rękach
w podzięce za herbatę
i za pięćdziesiąt lat
cierpiąc co noc
na nieuleczalną
chroniczną samotność
układamy w głowie
odpowiedzi na wszystkie "gdyby"
a ranek niezmiennie
zaskakuje nas nagim faktem -
kochamy za bardzo, by zostać
i za mało, by odejść.