Pan jabłko rozkoszy podaje
a potem
każe mi krzyczeć: jeszcze!
i oplata sobą moje zmysły
miażdżąc każde nie
wężowym uściskiem.
Już od dawna nie pachnę Panem
a Pan wciąż się myli
bezdech biorąc za westchnienie.
Gwiazdom więc w oczy zaglądam
kiedy Pan pyta
czyja jestem
i gdzie uciekam
wywijając się Pana dłoniom
które kiedyś tak miłe mi były
że prawie Jedyne,
co noc
niepowroty oswajam
jak nietoperze
objęta w pół.